Sobota, 13 czerwca 2026
Imieniny: Antoni, Lucjan, Gracja

Spór o przyszłość Arturówka: mieszkańcy protestują przeciw planom za 15 mln zł

Arturówek, jedno z najchętniej odwiedzanych zielonych miejsc w Łodzi, znów stał się areną gorącej dyskusji. Tym razem powodem jest pakiet planowanych inwestycji, które – według urzędników – mają unowocześnić teren i przyciągnąć jeszcze więcej łodzian oraz turystów. Część mieszkańców uważa jednak, że w tej historii chodzi o coś więcej niż nowe atrakcje: o sposób podejmowania decyzji i o to, czy las naprawdę trzeba „poprawiać”.

Władze miasta chcą przeprowadzić modernizację Arturówka za 15 mln zł. Podczas sesji 10 czerwca wiceprezydent Tomasz Piotrowski przekonywał, że to dobry kierunek. Niezadowolenie mieszkańców nie wybrzmiało jednak wyłącznie w sali obrad – przeniosło się także w teren, gdzie zorganizowano pikietę w obronie obecnego charakteru tego miejsca.

Co ma się zmienić na Arturówku

Z zapowiedzi wynika, że projekt ma podnieść atrakcyjność obszaru, który dziś kojarzy się przede wszystkim z lasem, wodą i spacerami bez infrastruktury „na pokaz”. Planowane elementy inwestycji dotyczą zarówno nowych atrakcji, jak i zmian w układzie poruszania się po terenie.

  • ścieżka w koronach drzew
  • wieża widokowa
  • letnia strefa gastronomiczna
  • domki na drzewach
  • utwardzone ścieżki rowerowe

Właśnie te punkty – a także koszt całego przedsięwzięcia – stały się głównym paliwem dla protestu. Organizatorzy pikiety podkreślali, że nie kwestionują potrzeby dbania o tereny zielone, ale sprzeciwiają się presji turystycznej i rekreacyjnej, którą – ich zdaniem – mogą wywołać nowe obiekty.

„Nie było konsultacji”. Mieszkańcy mówią o nadwyrężonym zaufaniu

Jedną z organizatorek pikiety była Małgorzata Czubak. Wskazywała, że problemem jest nie tylko sam projekt, lecz także brak rozmowy z mieszkańcami przed podjęciem decyzji. W tle pojawił się również wątek wcześniejszych sporów o rozwiązania przyrodnicze w mieście, w tym „dżungli 360” w ogrodzie botanicznym.

Po historii z dżunglą 360 w ogrodzie botanicznym i sposobie komunikacji władz z mieszkańcami wiemy, że to zaufanie mieszkańców do władzy, jeśli chodzi o sprawy przyrodnicze, zostało bardzo mocno nadwyrężone

Małgorzata Czubak, organizatorka pikiety

Czubak przekonywała, że celem pikiety jest poinformowanie innych łodzian o planach miasta, ponieważ – jak twierdzi – konsultacje nie zostały przeprowadzone przed ogłoszeniem kierunku działań.

Dlatego dziś chcemy poinformować mieszkańców, co miasto szykuje. Ponieważ miasto nie przygotowało żadnych konsultacji przed podjęciem decyzji. Podobnie jak z botanikiem, wszystko było w zaciszu gabinetu ustalane.

Małgorzata Czubak, organizatorka pikiety

Mała retencja i bioróżnorodność – spór o sens zapisów

Wśród argumentów pojawiły się też pytania o to, jak zapisy dotyczące bioróżnorodności i małej retencji mają się do rozwiązań infrastrukturalnych, takich jak tłuczeń czy budowa nowej atrakcji nad poziomem gruntu. Protestujący zwracali uwagę na konkretne elementy projektu, które – ich zdaniem – stoją w sprzeczności z deklarowanymi celami.

Jest w nim mowa o bioróżnorodności i małej retencji. Więc ja chciałam zapytać miasta, gdzie jest mała retencja w sypaniu tłucznia? Gdzie jest mała retencja w ścieżkach w koronach drzew? Gdzie jest ta mała retencja w tych wszystkich rzeczach, które chcą tu robić?

Małgorzata Czubak, organizatorka pikiety

Organizatorka podkreślała również, że siłą Arturówka jest właśnie brak intensywnej ingerencji w środowisko.

My nie mamy jej poprawiać, mamy tutaj nie robić presji ani turystycznej, ani rekreacyjnej, bo rekreacją jest samo przebywanie tu

Małgorzata Czubak, organizatorka pikiety

„W Szwecji las zostawia się w spokoju”. Uczestnicy ostrzegają przed długofalowymi skutkami

Podczas pikiety padały też porównania do rozwiązań stosowanych w innych krajach Europy. Magdalena Szyjakowska mówiła o doświadczeniach ze Szwecji, gdzie – jak wskazywała – miejskie lasy nie są „upiększane” przez intensywną infrastrukturę, a główną wartością pozostaje przyroda sama w sobie.

Jak się wchodzi do miejskiego lasu w Szwecji, to można mieć wrażenie, że czas zatrzymał się w miejscu i las wygląda jak sprzed 70 lat. Chodniki są nierówne, nie ma waty cukrowej, nie ma nowoczesnych hoteli, bo tam wartością naczelną jest to, że przyroda jest pozostawiona sama sobie, i chroni się tę przyrodę. Tam nikt nie ingeruje, nie ma planów na udoskonalanie tej przyrody

Magdalena Szyjakowska, uczestniczka pikiety

Szyjakowska wskazywała też na ryzyko uruchomienia procesu, który w perspektywie lat może doprowadzić do zmian trudnych do odwrócenia.

Uważam, że ogromnym zagrożeniem jest rozpoczęcie tutaj jakiegokolwiek działania w kierunku ulepszania tego obszaru, bo myślę, że w perspektywie wielu lat może doprowadzić do nieodwracalnych zmian, do tego, że deweloperzy zaczną też tutaj inwestować.

Magdalena Szyjakowska, uczestniczka pikiety

15 mln zł na inwestycje czy na potrzeby mieszkańców? Głos byłej radnej i wsparcie radnego

Wśród osób, które pojawiły się na pikiecie, była była miejska radna i społeczniczka Zdzisława Janowska. Podniosła wątek priorytetów wydatkowania środków publicznych, zestawiając planowane atrakcje z potrzebami związanymi m.in. z mieszkalnictwem i infrastrukturą.

Szykuje się następna historia, nie wiadomo po co i na co, ja to traktuję jako kolejne igrzyska, niepotrzebne zupełnie, my nie mamy pieniędzy na takie rzeczy, my mamy wydawać pieniądze na ludzi, na mieszkania, na kanalizację, na to, żeby ludzie godnie żyli, a nie na fanaberie.

Zdzisława Janowska, była miejska radna i społeczniczka

Pikietujących wsparł również radny Tomasz Anielak. Jak tłumaczył, pojawił się na miejscu m.in. dlatego, że podczas sesji nie uzyskał odpowiedzi na wszystkie pytania związane z przedsięwzięciem. Zwracał uwagę na to, że skoro przygotowania do projektu trwały dłużej, naturalnym krokiem powinno być wcześniejsze włączenie mieszkańców oraz rad osiedla do rozmów.

Ponieważ podczas sesji nie otrzymałem odpowiedzi na wszystkie moje pytania, postanowiłem przyjść tutaj. Wiemy, że ten pomysł nie zrodził się wczoraj, tylko to są wielomiesięczne, jeśli nie wieloletnie przewidywania, planowania, to naturalną rzeczą jest podzielić się z mieszkańcami, przeprowadzić konsultacje z prawdziwego zdarzenia, porozmawiać z radami osiedla. To się nie stało, dowiadujemy się o tym jako radni z doniesień medialnych, z informacji, które znajdziemy w Internecie. Jest to coś, co uważam, nie powinno mieć miejsca, powinny być konsultacje z mieszkańcami, z radnymi osiedlowymi, z radnymi miejskimi. Każda decyzja, inwestycja w mieście powinna być kompromisem, a nie narzucaniem przez władze swoich racji.

Tomasz Anielak, radny

Dyskusja o Arturówku pokazuje, że spór dotyczy nie tylko zakresu inwestycji, ale też sposobu prowadzenia miejskich projektów: od pierwszych założeń, przez rozmowę z mieszkańcami, po uzasadnienie wydatków. Na razie pewne jest jedno – plan modernizacji za 15 mln zł dzieli łodzian, a pytanie o to, jak pogodzić ochronę natury z rozwojem infrastruktury, wróci na miejskie fora jeszcze nie raz.

Źródło: zobacz oryginał
Udostępnij:
TW

Tomasz Wyrzykowski

Redaktor naczelny 24 Łódź; prowadzi tematy miejskie i interwencyjne, stawiając na rzetelność i tempo.

Więcej artykułów →

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!