Czy Ukraińcy zabierają pracę i zaniżają płace? Sprawdzamy dane, głosy ekspertów i pracodawców
W internetowych dyskusjach często powraca teza, że Ukraińcy odbierają Polakom miejsca pracy i obniżają wynagrodzenia. Zebrane przez nas dane i wypowiedzi ekspertów pokazują jednak obraz znacznie bardziej złożony - a w wielu przypadkach po prostu odwrotny do popularnego mitu. W Polsce już przed wojną brakowało rąk do pracy, a dziś w samej grupie cudzoziemców z Ukrainy aktywnych zawodowo jest około 80 proc. osób, które przyjechały po wybuchu wojny.
Rozmowy z urzędami pracy, przedsiębiorcami, ekonomistami i samymi obywatelami Ukrainy pokazują, że kluczowy spór nie dotyczy walki o te same stanowiska, lecz wypełniania luk kadrowych tam, gdzie od lat nie było chętnych. W Płocku z 3077 osób zarejestrowanych jako bezrobotne tylko 53 to obywatele Ukrainy, a na Mazowszu na koniec 2025 roku legalnie pracowało około 190 tys. obywateli Ukrainy, odprowadzając składki do polskiego systemu.
Rynek pracy, który od dawna miał braki
Eksperci przypominają, że niedobory pracowników w Polsce nie zaczęły się wraz z falą migracji wywołaną wojną. Problemy kadrowe były widoczne dużo wcześniej, zwłaszcza w takich sektorach jak budownictwo, transport, logistyka, przetwórstwo przemysłowe, gastronomia, hotelarstwo, rolnictwo i opieka nad osobami starszymi. Właśnie tam wakaty potrafiły wisieć miesiącami, bez realnej szansy na szybkie obsadzenie.
Jak podkreśla Cezary Gawroński, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Łowiczu, obywatele Ukrainy nie konkurują z Polakami o te same etaty w takim stopniu, jak sugerują internetowe komentarze. Częściej trafiają do branż, które od lat mają problem z rotacją i niedoborem chętnych. Wielu z nich podejmuje też zajęcia poniżej swoich kwalifikacji, bo liczy się szybki dostęp do pracy i utrzymania.
Odpowiadając na pytanie, czy Ukraińcy odbierają pracę Polakom, można jednoznacznie stwierdzić, że tak się nie dzieje. Obie grupy narodowościowe rzadko konkurują o te same stanowiska. Obywatele Ukrainy wypełniają przede wszystkim luki kadrowe tam, gdzie od lat brakuje pracowników
Cezary Gawroński, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Łowiczu
Co mówią pracodawcy i urzędy pracy
W praktyce Ukraińcy najczęściej znajdują zatrudnienie w magazynach, budownictwie, gastronomii, handlu oraz usługach porządkowych. To właśnie te branże najmocniej odczuwają brak kandydatów, co potwierdzają zarówno urzędy pracy, jak i pracodawcy. Łukasz Iwaszkiewicz, rzecznik prasowy Gdańskiego Urzędu Pracy, zwraca uwagę, że wiele osób przyjeżdżających z Ukrainy musi szybko zapewnić sobie środki do życia, więc podejmuje pracę niemal od razu po przyjeździe.
Przedsiębiorcy również nie potwierdzają narracji o „zabieraniu” etatów. Agnieszka Szymalak, HR Business Partner w firmie ZREW Transformatory, mówi wprost, że firmy wciąż mają problem z niedoborem kandydatów, a zatrudnienie obywateli Ukrainy nie wypiera polskich pracowników. W jej ocenie narodowość nie wpływa na stawkę, bo decydują kompetencje, doświadczenie i umiejętności. To nie pochodzenie, lecz kwalifikacje wyznaczają wysokość wynagrodzenia.
To totalny fałsz, że Ukraińcy zabierają miejsca pracy
Agnieszka Szymalak, HR Business Partner w firmie ZREW Transformatory
Rozróżniamy pracowników wyłącznie pod względem umiejętności i kompetencji. Im większe doświadczenie i lepsze kwalifikacje, tym wyższa stawka. Nie ma znaczenia, czy ktoś jest Polakiem, czy Ukraińcem
Agnieszka Szymalak, HR Business Partner w firmie ZREW Transformatory
Czy Ukraińcy godzą się na niższe pensje
Drugim często powtarzanym zarzutem jest rzekome zaniżanie płac. Dr Izabela Florczak z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego uważa jednak, że to pytanie zostało postawione od niewłaściwej strony. Jej zdaniem to nie pracownik przyjeżdżający do obcego kraju ustala warunki finansowe, lecz pracodawca proponujący konkretną stawkę. Jeśli pojawiają się nieuczciwe praktyki, odpowiedzialność spoczywa na tych, którzy próbują wykorzystać niewiedzę cudzoziemców.
Jednocześnie ekspertka zaznacza, że nie jest to regułą. Obywatele Ukrainy od lat są obecni na polskim rynku pracy i coraz lepiej orientują się w obowiązujących stawkach oraz zasadach zatrudnienia. Co więcej, coraz częściej nie zgadzają się na niskie wynagrodzenia i słabe warunki pracy. Warto też pamiętać, że ogromna część osób, które przyjechały po wybuchu wojny, to kobiety z dziećmi, które przez sytuację rodzinną nie mogły od razu wejść na rynek pracy.
Ja odwróciłabym pytanie. Kto proponuje cudzoziemcom zaniżone stawki? Przecież to nie osoba, która przyjeżdża do obcego kraju, ustala wysokość wynagrodzenia
dr Izabela Florczak, Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego
Lokalne historie, które nie pasują do internetowych stereotypów
Przykłady z konkretnych miejsc pokazują, że rzeczywistość rzadko mieści się w prostych hasłach. Anna, która przyjechała do Polski z mamą kilka dni po wybuchu wojny, dziś pracuje w restauracji w Gnieźnie. Jak mówi, o zatrudnieniu zadecydowały jej zaangażowanie i chęć nauki, a nie samo pochodzenie. Jej mama nadal szuka pracy, co pokazuje, że nawet w obrębie jednej rodziny doświadczenia mogą być zupełnie różne.
Podobnie brzmi opowieść Elżbiety Kubiak, prowadzącej ośrodek dla obywateli Ukrainy w Skorzęcinie pod Gnieznem. Przywołuje ona historię ucznia technikum informatycznego, który był chwalony przez nauczycieli, ale mimo to nie dostał ani praktyk, ani później zatrudnienia. Z kolei Polina Nikarowicz w Gdańsku przeszła drogę od pomocy humanitarnej do wspierania ludzi w szukaniu pracy, a Natalia Grankowska, która uciekła z Charkowa, wróciła do pracy związanej z teatrem dla dzieci.
Dostałam pracę dlatego, że jestem pracowita i chciałam się rozwijać. Nikt nie zatrudnił mnie tylko dlatego, że jestem z Ukrainy
Anna, mieszkanka i pracownica z Gniezna
To bardzo pracowity i kulturalny chłopak. Nie został przyjęty tylko dlatego, że jest Ukraińcem
Elżbieta Kubiak, prowadząca ośrodek dla obywateli Ukrainy w Skorzęcinie pod Gnieznem
Najważniejsze było nie zgubić siebie. Zaczęłam pracować i to dało mi skrzydła, żeby robić to, co naprawdę kocham
Natalia Grankowska
Dlaczego to ważne dla mieszkańców
Temat ma znaczenie także lokalnie, bo migracja wpływa nie tylko na rynek pracy, ale i na codzienne funkcjonowanie miast oraz gmin. Osoby, które przyjechały do Polski, nie są wyłącznie pracownikami - wynajmują mieszkania, kupują żywność, korzystają z transportu, usług, opieki i edukacji. Oznacza to dodatkowy popyt w lokalnej gospodarce, a nie tylko konkurencję o etaty.
W Gnieźnie od wybuchu wojny powstało niemal 50 działalności gospodarczych prowadzonych przez obywateli Ukrainy, od firm budowlanych i transportowych po salony kosmetyczne i handel. To pokazuje, że część nowych mieszkańców nie tylko szuka pracy, ale też sama ją tworzy. W praktyce lokalne społeczności zyskują więc nie jednego beneficjenta wsparcia, lecz także nowych podatników, przedsiębiorców i klientów.
Kiedy się temu przyjrzymy, okazuje się, że to nie jest tylko grupa, która potrzebuje pracy, ale też grupa, która potrzebuje mieszkań, jedzenia i różnego rodzaju usług
dr Maciej Goniszewski, Uniwersytet Gdański
Wnioski są bardziej złożone niż internetowe hasła
Przytoczone dane i relacje nie potwierdzają tezy, że Ukraińcy masowo wypierają Polaków z rynku pracy albo obniżają pensje. Zdecydowana większość wykonuje zajęcia w sektorach z chronicznymi brakami kadrowymi, często poniżej swoich kwalifikacji, a nie kosztem rodzimych pracowników. Równie ważne jest to, że część z nich zakłada firmy, płaci składki i staje się stałym elementem lokalnej gospodarki.
Ostatecznie obraz wyłaniający się z rozmów z ekspertami, urzędami i samymi migrantami jest znacznie bardziej praktyczny niż emocjonalny. To nie konflikt o pracę, lecz próba wypełnienia luki, która istniała już wcześniej. Informacje przekazał Urząd Miasta w Gnieźnie, Powiatowy Urząd Pracy w Łowiczu, Gdański Urząd Pracy, Miejski Urząd Pracy w Płocku, ZUS w województwie mazowieckim oraz rozmówcy cytowani w materiale.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!